niedziela, 29 sierpnia 2010

Katalog IKEA 2011

Ja również znalazłam się w szacownym gronie bloggerek, które otrzymały propozycję otrzymania spersonalizowanego katalogu IKEA 2010.
Zastanawiałam się trochę,czy zgodzić się na w/w propozycję miłego Pana. Gdy w końcu się zgodziłam, to okazało się,że mam 2 dni na nadesłanie zdjęcia.
Przy moim ciągłym braku czasu, to wcale nie takie proste. Tak na szybciutko zdjęcie zrobił mi mąż.
I mam swój własny,osobisty katalog IKEA 2010 w duuuużym formacie.

Katalog IKEA jest dla mnie zawsze żrodłem inspiracji.
Bardzo podobają mi się wszystkie aranżacje.Jest prosto,bezbłędnie,pięknie.
Ikeowskie tekstylia czarują mnie od zawsze. Lubię ich wzornictwo.
Piękne zasłony,pościele.



Do białych ramek i świeczników oczy zaświeciły mi się od razu.





Zauroczyła mnie ta kanapa.Patrząc na nią ma się wrażenie ,że ktoś ją wyszył xxx...



Najwięcej jednak czasu spędziłam na stronach katalogu z kuchniami.Szczególnie interesuje mnie ten temat,bo planuję w najbliższej(......?) przyszłości zrealizować swoje marzenia o posiadaniu białej kuchni IKEA.


Uważam ,że każdy znajdzie w katalogu coś co mu się spodoba.Jest w czym wybierać. Mnie podoba się dużo więcej rzeczy , niż te które pokazałam ale chcąc wymienić wszystko, post wydłużyłby się  niemiłosiernie.

Pozdrawiam wszystkich bardzo,bardzo serdecznie.

niedziela, 15 sierpnia 2010

Upalna i leniwa niedziela

Upał był u nas dzisiaj nieziemski.O godz. 10.00 termometr wskazywał w słońcu +40st.
A rekord  zobaczyłam na termometrze w samochodzie, który postał w słońcu godzinkę pod kościołem. 
Było 50 st !!!!!Samochód bez klimy, więc ledwo żywa,prawie ugotowana,dojechałam do domu.Co prawda nie mam daleko,bo ok 1,5 km ale akurat dzisiaj wydawało mi się baaardzo daleko. I jeszcze ten korek przy wyjechaniu z parkingu!!!!!
Ciężko funkcjonować w takiej temperaturze.Prasowania mam całą górę ale  stanąć przy desce  z buchającym żarem żelazkiem to średnio mi się uśmiecha.
W kuchni tez skwar.Gdy piekłam wczoraj mięso w piekarniku ,to w kuchni nie dało się wytrzymać.
Dzisiaj na obiad były ziemniaki i mięsko z grilla, bo stwierdziłam,że nie dam rady stać w kuchni przy garach.
Wiem,że korzystać z lata trzeba póki jest,że jak przyjdą mrozy ,to ja znowu będę narzekać,bo będzie mi zimno.
Lubię słońce,lubię się opalać,nie przeszkadzają mi wysokie temp.ale 40-50 st to już nawet dla mnie za dużo.

Babcina ławeczka ciągle zmienia swoje miejsce.Stała już w altance,na balkonie i pod drzewami.Dzisiaj przydała się na małe posiedzenie w cieniu z ulubionymi gazetkami.





Poszeweczki zakupione ostatnio w naszym miejscowym sklepie ze wszystkim dla domu , za całe 6 zł za szt.





 I kilka zdjątek kwiatów,drzewek i krzaczków z mojego podwórka.









Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Dziękuję ślicznie za wszystkie miłe i ciepłe kometarze.
Udanego tygodnia życzę.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Znowu prezenty...

W swoim lawendowym poście Dorotka  pokazała śliczne serducha. Okazało się,że robiła je sama z masy solnej  i , co najważniejsze,  może mi kilka sprezentować.
Dorotko,serduszka są super.Bardzo Ci dziękuję.
Serduszka zawisły na wieszaczku z kalendarzem.






Muszę się również pochwalić kolejną wygraną w candy! U mnie z tymi wygranymi to tak ze skrajności w skrajność.Albo nie wygrywam wcale albo ciągle.
Tym razem szczęście dopisało mi na blogu u Kasi  . Wygrałam dzbanek ale Kasia powiedziała ,że moge wybierać między dzbankiem a gołębicą ,więc zdecydowałam się na gołębicę.
Gołębica może służyć jako osłonka lub bomboniera..


Z łabędziem tworzą na parapecie  całkiem fajną parę.







Dziękuję za wszystkie miłe  komentarze.
Bardzo się cieszę,że znajdujecie chwilkę ,by do mnie zajrzeć i skrobnąć  kilka sympatycznych słów.
Pozdrawiam gorąco!


PS. Znalazłam nazwę kwiatuszków ze zdjęć.Jest to "ficus pumila".

niedziela, 1 sierpnia 2010

Ławeczka


Stała sobie u babci w szopce przywalona koszykami i czymś tam jeszcze.
Pamiętałam ją jeszcze z dzieciństwa,gdy stała u babci w kuchni.Miała jeszcze takie oparcia z boków i składała się. Oparć już nie ma ale mechanizm składania ciągle działa.Pomyślałam,że przydałaby mi się na balkon.Babcia chętnie  zgodziła się oddać mi ją.Ona ma w szopce więcej miejsca, ja ławkę na tarasik.Wszyscy zadowoleni.
Ławka wyglądała tak:


A teraz troszkę doczyszczona ,wymalowana i  wygląda tak:








Kolorowy ,piękny kilimek też od babci.Kiedyś babcia sama takie cuda robiła.Dopiero niedawno rozebrała "warsztat",który stał w  "kuchni letniej".
A szmaciane  ,robione przez nią własnoręcznie  chodniczki,leżą w jej domku na wszystkich podłogach.





Znowu u nas upały.Z rozrzewnieniem wspominam syfony,które "robiły" fajne bąbelki.
Syfon,który mam znalazłam  w spiżarce w moim domu.Pan,który sprzedał nam dom,zostawił syfonik.
Nie zabrał go ze sobą, bo nie działa, niestety.





Namiastką takich bąbelków z syfonu z sokiem ,jest woda gazowana z sokiem np. z wiśni. 
Mój Maciej mówi,że smakuje jak szampan Piccolo.





















Bardzo serdecznie dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze.
Pozdrawiam gorąco i miłego tygodnia życzę.

niedziela, 25 lipca 2010

Prezenty.Sałatka


Szczęścia w konkursach to ja raczej nie mam ale od czasu do czasu zdarzy się cud i uda mi się wygrać piękne rzeczy np. w blogowych candy.Ostatnio  dostałam kilka  przesyłek z takimi właśnie wygranymi i muszę się nimi pochwalić.
Na blogu u Kasi  wzięłam udział w sękaczowej zagadce. Już samo zaglądanie do Kasi,to czysta przyjemność a gdy jeszcze okazuje się ,że za odwiedziny i komentarz można otrzymać takie cuda,to już w ogóle jest MEGA szczęście . Byłam naprawdę szczerze i mile  zaskoczona,gdy otworzyłam przesyłkę od Kasi. Wszystkie rzeczy baaardzo mi się podobają a sękacz jak smakuje...mniam...
Po rozpakowaniu tak ślicznie zapakowanej niespodzianki, ukazał się  smakowity sękacz.




Wpaczuszce znajdowała się też skrzyneczka ,która jest rewelacyjna! Nie wiem jeszcze ,gdzie docelowo stanie ale na pewno znajdę dla niej odpowiednie miejsce.









     Jeszcze jeden prezent znajdował się w paczuszce.
Ręcznie wykonana poszeweczka.Śliczna.Już leży na łóżku w sypialni.
Mimo,że napis CARPE DIEM to inaczej chwytaj dzień ale sama poszeweczka jest tak słodka,że wiedziałam od razu ,że tylko w sypialni będzie jej właściwe miejsce.

Kasiu, dziękuję Ci za wszystko.

Kolejna niespodzianka przyleciała do mnie od Janyi.
Dostałam aniołka.A ,że aniołki uwielbiam,więc radość z przesyłki podwójna.
W paczuszce znalazła się jeszcze śliczna tabliczka i serwetki.
Wszystko wykorzystałam  dzisiaj by umilić sobie poranną kawkę .
Janya dziękuję Ci.


Zakupiłam następną  filiżankę w różyczki. Wiem,że to tylko  "chińskie badziewie" ale  co ja poradzę ,że tak mi się ten badziew podoba.Zobaczyłam ją na wystawie  i ..wróciłam do domu z kolejną różaną filiżanką.



Serweta na poniższym zdjęciu przyleciała do mnie od Lambi   jako dodatek do  wygranej w postaci krzaczka bzu.Krzaczorka pokaże ,gdy już zaklimatyzuje się u mnie na dobre.Jest dzielny.Przeżył podróż i te susze,podlewany zresztą codziennie. Mam nadzieję,że na wiosnę będę miała już swoje bzowe kwiaty.
Dorotko, dziękuję Ci bardzo.


Robiłam wczoraj,po raz pierwszy,bardzo ciekawą mieszankę jarzynową w słoiczki.Przepis mam  od koleżanki z pracy.
Etykietki wydrukowałam ze strony   poleconej przez Llookę. Dziękuję Ci.
Przy tak kolorowej sałatce etykietki tez powinny być kolorowe ale niestety drukarki odpowiedniej nie posiadam.




Sałatka od razu wypróbowana i z czystym sumieniem mogę ją wszystkim polecić.

Składniki:
-1 kalafior,
-2-3 papryki,
-0,5 kg fasolki,
-1 kg ogórków

Zalewa:
-0,5 l octu 10%
-1,5 l wody
-16 łyżek czubatych cukru,
- 1 płaska łyżka soli.

Składniki zalewy zagotować.
Ogórki  pokroić ze skórką w grubsze plastry,paprykę pokroić w paseczki.
Kalafior pokroić na różyczki,pogotować 2 min.Fasolkę  pokroić i gotować 5 min.
Warzywa wkładać do słoików.Zalać ciepłą zalewą i pasteryzować 5 min.
Smacznego!

Dziękuję pięknie za wszystkie odwiedziny i komentarze.Jest mi baaardzo miło.
Pozdrawiam

wtorek, 20 lipca 2010

Urlopowe migawki

Urlop,urlop i po urlopie.
Tydzień zleciał jak z bicza trzasł  i znowu szara rzeczywistość.
Zostało po nim mnóstwo zdjęć, cudne wspomnienia i opalenizna.
Odpoczęłam,przeczytałam dwie książki i nawet zdążyłam zatęsknić za domem i za pracą(troszkę).
Dzieci zadowolone a to najważniejsze.Wymoczyły się za wszystkie czasy,poznały nowych kolegów.
Zadziwiające jak dzieci potrafią szybko nawiązywać nowe znajomości,jak szybko znajdują 
wspólny język z dziećmi,które znają od paru minut.Po godzinie już wiedzą o sobie wszystko,wymieniają się nr telefonów.
Fajne to takie.Szkoda,że my dorośli tak nie mamy.

A poniżej małe streszczenie tego, jak nam BYŁO dobrze.


Pozdrawiam wszystkich wakacyjnie.

niedziela, 11 lipca 2010

Urlopik.Deserek Yrsy

Mam urlop!!! Cały tydzień.Cieszę się bardzo, bo czułam,że potrzebuję odpoczynku,małej zmiany i odskoczni. Muszę się przede wszystkim wyspać.

Jutro jedziemy do Okuninki  nad Jezioro Białe w woj.lubelskim. Ja najchętniej  posiedziałąbym przez ten tydzień w domu.Tu najlepiej odpoczywam , no i nie ma to jak własne łóżko . Wybieramy się nad Białe tylko ze względu na dzieci.
Mam nadzieję,że pogoda nie ulegnie zmianie ,dzieci wymoczą się na maxa a ja odpocznę,opalę się  i naładuję baterie.
Dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze.
Zapraszam na deserek , który zrobiłam w/g przepisu podanego przez Yrsę   . 
Rewelacja! Robi się szybko a efekt super.I jak smakują czerwone porzeczki w tym zestawie!!!
Są idealne do tych serków i galaretek!Serdecznie polecam.Yrso,dziękuję za fajny przepis.