Taka leniwa niedziela dzisiaj była.Zresztą ,gdy wstałam i spojrzałam w okno,to nawet ubierać mi się nie chciało.Najchętniej wskoczyłabym znowu pod kołderkę.
Chciałam zrobić jakieś dekoracje wiosenno-wielkanocne ale szło mi to wszystko jak ,,po grudzie,,.Zero sił,chęci,motywacji.Zresztą nic dziwnego,pogoda za oknem fatalna.
Dobrze,że wczoraj M. naciął mi brzozowych gałązek,bo dzisiaj nic by go nie zmusiło do pójścia na łąkę.Śnieg z deszczem ,czy deszcz ze śniegiem padał cały dzień.
Uwiłam sobie z brzozowych gałązek wianek do żyrandola.
Część gałązek włożyłam do wody,by szybko wypuściły listeczki.
Te kolorowe jajeczka dostałam od teściowej.Zdolna kobitka z niej!!!
W kuchni na oknie stanęła malutka dekoracja w kuli.
Taka fajna wydawała mi się do chwili ,gdy mój mąż rodzony zapytał ,czy te moje ptaszki i króliczki będą na tej rurze od świecznika tańczyć...Hmmm....Ale śmieszne,no...Ten to ma zawsze skojarzenia ale cóż, głodnemu zawsze chleb na myśli.
Jajca ,,zeszłorocznie,,wyciągnęłam na światło dzienne z pudła i tak sobie stanęły w słoju w kuchni na półce.
Zdjęcia fatalne,za oknem pochmurno,w domu ciemno.Ech!
Bardzo serdecznie wszystkich pozdrawiam i dużo słońca życzę na zbliżający się nowy tydzień!



